Nie dacie wiary, ale Anka poszła w dniu wczorajszym do wróżki imieniem Wrózka Lea Szach. Gabinet, pokój, sala- nie wiem jak to nazwać, czarodziejki mieści się na Alejach Stanów Zjednoczonych w stolicy.
Pojechała tam, weszła do środka i co wróżka jej zaproponowała za sowitą stawkę? Oczywiście sławny i niezmienny od lat tarot. Co dziwne, na ścianach wróżki znajdowały się zdjęcia przedstawiające meble. Nigdy nie widziałam czegoś takiego.
Ale ale, opisuję dalej. Weszła panna do środka, wróżka zaczęła stawiać tarota i nagle wzmogła się burza na ulicy. Ja to bym chyba tam umarła ze strachu. Nie ma to jak nastrój. Takiego jej psikusa spłatał los. W trakcie jak wróżka odkrywała ostatnią kartę akurat huknął niedaleko piorun.
Nie zdradzę wam, jaki był wynik tarota, co jej przepowiedziała wróżka, ale wiedzcie, że jak tylko otworzyła drzwi wyjściowe z lokalu wróżki deszcz przestał padać a pięć minut później świeciło Słońce. Ja nie mam odwagi iść do wróżki, a po tym co mi opowiedziała na pewno nie pójdę.
Hokus pokus
Written on czwartek, styczeń 3rd, 2008 at 8:17 po południu by rysiekjedrasikFiled under Ogólny.