W erze długich kaset VHS produkcje 6 godzinne były standardem – nie wiem jakim standardem – chyba niskim… Dziś na szczęście pojemność płyt drastycznie spadła. Jedna płyta DVD mieści 1 godzinę materiału w najlepszej jakości oraz 2 godziny w średniej jakości… Dlaczego więc nie posłuchać producentów i nie skracać filmów ślubnych do tych właśnie jedno godzinnych przyjemnych filmików… Problem jest banalny – kamerzysta z wąsem nie ma kompletnie pomysłu na to jak zmontować film… Montaż dla niego oznacza zastosowanie kilku gotowców (animacji). Pospolite gołąbki, baloniki, serduszka i inne tandetne pierdoły które powinny zostać zakazane podbijają serca kamerzystów. Nie można przecież montować filmu tradycyjnym cięciem… nie … to byłoby zbyt proste… trzeba zastosować jedno z 867 przejść gradientowych, latających ekranów, wskakujących pasków lub o zgrozo jeszcze wymyślniejszych efektów…
No dobra.. miało być o dobrym kamerzyście… Jak go poznać?
Obejrzeć film – na spokojnie… bez przewijania – jeśli po piętnastu minutach ziewamy – kamerzysta do kitu… Jeśli zobaczymy tandetne animacje – kamerzysta lamer, jeśli każde cięcie kończy się innym przejściem – kamerzysta maniak tandety…
Film powinien trwać max 2 godziny – wszystko co więcej oznacza, że kamerzysta wrzuca wam ciocie jedzącą kotleta albo wujka Staszka udzielającego ciętej riposty takiemu kamerzyście…. ![]()

