Ostatnio czytałem o zagrożeniach czyhających na ludzi używających internetu. Prychnąłem tylko i namyśliłem się, że co za debilizmy i odłożyłem pismo. Przecież nigdy się z czymś takim nie zetknąłem i nie używam żadnego antywirusa, czy jak to się tam nazywa.
Trzeba mieć chyba niesamowitego pecha, żeby zostać zainfekowanym. Jak się pewnie spodziewacie, oczywiście minutę potem pojawiła mi się informacja na monitorze, że za moment system zostanie wyłączony. Trzydzieści sekund później komputer się wyłączył i niestety więcej nie zdołałem go odpalić. Musiałem wołać syna do pomocy.

