Taka oto formę zwykle prezentuje w naszym kraju ten obyczaj. Młoda para zmęczona trudami cudownego dnia, błądząc w ciemności podchodzi o godzinie 2 w nocy do stolika na którym za chwile pojawi się dzieło mistrza cukiernika. Ponieważ są już na nogach od 18 godzin, a także po 6 godzinach zabawy – stoją zgarbieni, zmęczeni – może niektórzy z przyklejonym uśmiechem na twarzy… Nadchodzi kulminacyjny punkt w którym orkiestra otrzymuje znak-sygnał. Trzeba dać jakieś tło do tego wydarzenia. Z braku laku nawet i podkład gwiezdnych wojen się zdarza…
Po chwili kelnereczki sprawnym ruchem stawiają tort na stole, a w niego wsadzają kilka… rac świetlnych! No przecież tor bez płonącej pochodni straciłby na swej okazałości.Moja teoria jest taka, że zgaszone światło oraz race po prostu odwracają uwagę od tandetnych 18 raz użytych różyczek z lukru… Gdy tylko race zgasną, kelnereczki wyjmują race… ale także różyczki i często oblizując je, wsadzając je do kieszonki fartucha…
Młoda para dostaje do reki narzędzie zbrodni i w świetle 100W halogenu pana kamerzysty dokonuje aktu cięcia…
Tort weselny jest obiektem dość kontrowersyjnym jak widać… ![]()
Niemniej jednak to angielskie podejście bardziej mi się podoba… Niech krojenie tortu będzie wydarzeniem! Może więc warto przemyśleć czy nie lepszą porą na podanie tortu nie będzie deser poobiedni… Może się to wydawać z początku delikatnie kontrowersyjne… lecz zapewniam – ma więcej plusów niż minusów…
a tutaj kilka inspiracji… jak moze przebiegac ten cudowny moment: